Dlaczego ciasto na pizzę się rwie i jak to naprawić

**Siema! Fartuch odwieszony, więc wjeżdżam na peł

Czy da się uratować porwane ciasto? Metody 'Last Minute'

Szybka naprawa: Technika 'uszczypnięcia'

Znacie to uczucie, kiedy rozciągacie idealną kulkę, już widzicie w wyobraźni ten piękny rant, a tu nagle – pyk? Prześwit. Dziura wielkości monety pięciozłotowej patrzy na was z wyrzutem. Pierwszy odruch? Panika i naciąganie ciasta z innej strony, żeby to zakryć. Błąd! Jeśli będziesz dalej ciągnąć, z małej dziurki zrobisz Wielki Kanion. Grawitacja w tym momencie nie jest twoim kumplem.

W gastro, jak na wydawce jest "tabaka" (czyli totalny zapierdziel), nie ma czasu na płacz. Działamy chirurgicznie. Oto jak uratować sytuację, jeśli uszkodzenie jest punktowe:

  • Zluzuj naciąg: Odłóż placek na blat. Jeśli trzymasz go w powietrzu, dziura będzie się powiększać pod własnym ciężarem.
  • Zakładka, nie łata: Nie doklejaj kawałka ciasta z innej kulki – to nigdy się dobrze nie upiecze i będziesz mieć surowy kluch w środku pizzy. Zamiast tego, delikatnie naciągnij brzegi rozerwania na siebie, tworząc malutką "zakładkę".
  • Ciepło i presja: Ściśnij to miejsce dwoma palcami (kciuk i wskazujący), używając ciepła dłoni. Gluten pod wpływem temperatury i nacisku chętniej się "zlei". Masz uzyskać jednolitą strukturę, a nie gruby węzeł.
  • Wygładzanie: Delikatnie przejedź palcem po miejscu łączenia, spłaszczając je.

Pamiętajcie tylko o jednej żelaznej zasadzie: miejsce po "operacji" jest zawsze słabszym punktem konstrukcyjnym. Nie kładź tam wielkiego kawałka mozzarelli ani kałuży sosu, bo w piecu to miejsce puści pierwsze i sos wyląduje na szamocie. A czyszczenie spalonego sera z kamienia to robota, której nikomu nie życzę.

Kiedy odpuścić: Sygnały nieodwracalnego uszkodzenia

Czasami trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: tego pacjenta nie da się reanimować. Jako kucharz nienawidzę marnować jedzenia (food cost nie śpi!), ale są momenty, kiedy dalsza walka o cienką napolitanę czy chrupką romanę nie ma sensu. Kiedy ciasto mówi "dość"?

Przede wszystkim, gdy mamy do czynienia z przefermentowaniem. Jeśli twoja kulka po wyjęciu z pojemnika wygląda jak smutna, rozlana kałuża, a przy próbie podniesienia rwie się w pięciu miejscach naraz – odpuść formowanie placka. Struktura glutenu została tu "zjedzona" przez enzymy i drożdże. To ciasto nie ma już szkieletu. Poznasz to po tym, że:

  • Ciasto jest lepkie w taki nieprzyjemny, błotnisty sposób.
  • Przy próbie naciągania nie stawia żadnego oporu (brak elastyczności), po czym nagle pęka.
  • Powierzchnia jest nierówna, przypomina trochę pajęczynę ("spider web effect" wewnątrz struktury).

W takiej sytuacji, jeśli spróbujesz zrobić pizzę, skończysz z dziurawym serem szwajcarskim, który przyklei się do łopaty. Ale spokojnie, nie wyrzucamy tego do kosza!

Plan B: Calzone i Pan Pizza, czyli jak wyjść z twarzą

W kuchni nie ma błędów, są tylko nowe pozycje w menu. Jeśli rozerwałeś ciasto tak, że technika uszczypnięcia nie działa, albo zrobiłeś dziurę na samym środku wielkości pięści – robimy Calzone. To jest klasyczny "cover-up" w świecie pizzy.

Złóż ciasto na pół (tak, żeby dziura znalazła się wewnątrz lub została zaklejona na łączeniu rantów), naładuj do środka ricottę, salami, mozzarellę i mocno sklej brzegi. Calzone wybacza wiele, bo ciasto w środku i tak paruje, więc struktura nie musi być idealna.

A co jeśli ciasto się rwie, bo jest zimne i sztywne, albo po prostu spanikowałeś i zmasakrowałeś kulkę? Zrób re-balling. Zwiń to nieszczęsne ciasto z powrotem w kulkę, przykryj miską i daj mu 20 minut spokoju. Gluten musi odpocząć, żeby znowu dał się rozciągać. Jeśli spróbujesz wałkować je od razu, będzie się kurczyć jak guma od majtek.

Ostateczna deska ratunku dla ciasta, które rwie się przy cienkim formowaniu? Pan Pizza lub focaccia. Wrzucasz ciasto na naoliwioną blaszkę, delikatnie rozciągasz palcami (bez podnoszenia do góry, więc grawitacja nie robi szkód) i pieczesz w niższej temperaturze (ok. 220-240°C) przez dłuższy czas. W ten sposób nawet ciasto ze słabszą siatką glutenową wyrośnie i będzie smaczne, choć nie będzie to ta pizza, którą planowałeś na początku. Ale hej – lepsza focaccia na stole niż surowe ciasto w koszu, prawda?

Dobra, skoro już wiemy jak ratować sytuację, przejdźmy do tego, co zrobić, żeby w ogóle do niej nie dopuścić. Bo umówmy się – łatanie dziur jest fajne raz, ale na dłuższą metę wolicie chyba piec idealne placki bez stresu?

Zimny Start: Dlaczego temperatura to wróg nr 1 elastyczności?

Zimny Start: Dlaczego temperatura to wróg nr 1 elastyczności?

Słuchajcie, nie ma nic gorszego niż ten moment, kiedy wbijasz na kuchnię – czy to w domu, czy na serwisie – głodny jak wilk, wyciągasz kulkę z lodówki i myślisz: „Dobra, 5 minut i jemy”. No więc nie, nie jemy. Jeśli spróbujesz rozkręcić pizzę z ciasta, które ma 4°C, to tak, jakbyś kazał sprinterowi zrobić szpagat bez rozgrzewki na mrozie. Co się stanie? Coś pęknie. W przypadku sprintera – mięsień, w przypadku pizzy – siatka glutenowa.

Musimy sobie wyjaśnić jedną rzecz: gluten to guma. To nie jest jakaś magiczna substancja, tylko białkowa struktura, która zachowuje się zgodnie z prawami fizyki. W niskiej temperaturze (prosto z lodówki) ta guma twardnieje, kurczy się i staje się krucha. Zero elastyczności. Kiedy próbujesz rozciągnąć zimne ciasto, ono nie pracuje z tobą, tylko walczy. Zamiast się rozciągać, stawia opór, aż w końcu struktura nie wytrzymuje napięcia i pęka w najsłabszym punkcie. I cyk, masz dziurę na środku placka.

Eksperci z Neapolu i autorzy Modernist Cuisine są zgodni: optymalne okno temperaturowe do pracy z ciastem to 18–24°C. To jest ten moment, kiedy gluten jest plastyczny, ale wciąż stabilny. Poniżej 15°C masz beton, powyżej 26°C ciasto zaczyna się „pocić” i kleić do rąk jak szalone. Celujemy w ten złoty środek.

Zasada 60 minut: Czas aklimatyzacji ciasta

Wiem, co myślicie. „Stary, nie mam godziny, goście siedzą przy stole”. Ale w gastro nie ma drogi na skróty, jeśli chodzi o termodynamikę. Wyjęcie ciasta z lodówki i rzucenie go od razu na blat to samobójstwo. Musicie zastosować Zasadę 60 Minut.

O co chodzi? Wyjmujesz pojemnik z kulkami z lodówki i zostawiasz go na blacie w temperaturze pokojowej na minimum godzinę przed pieczeniem. Dlaczego aż tyle? Bo ciasto musi ogrzać się nie tylko na powierzchni, ale i w samym środku (w rdzeniu). Jeśli z zewnątrz będzie ciepłe, a w środku zimne, to przy rozkręcaniu środek będzie stawiał opór i znowu skończycie z dziurawym plackiem.

Jak to zrobić bezpiecznie, żeby ciasto nie przerosło?

  • Nie stawiaj przy piekarniku: Najczęstszy błąd amatorów. „Postawię przy grzejniku, będzie szybciej”. Nie będzie. Drożdże dostaną kopa, ciasto przerośnie, sflaczeje i będzie smakować jak stary kapeć.
  • Trzymaj pod przykryciem: Wyjmij kulki, ale zostaw je w zamkniętym pojemniku albo pod wilgotną ścierką. Jeśli powierzchnia wyschnie i zrobi się „skorupa”, to przy pieczeniu pęknie i nie urośnie.
  • Monitoruj otoczenie: Latem, jak masz w kuchni 30°C, te 60 minut może skrócić się do 40. Zimą, przy 19°C w mieszkaniu, możesz potrzebować nawet 1,5 godziny.

Test palca

Dobra, minęła godzina, browar wypity, ale skąd masz wiedzieć, czy ciasto jest już gotowe na wjazd do pieca? Nie potrzebujesz termometru laserowego (chociaż jako gadżeciarz polecam), wystarczy twój własny palec. To stara szkoła piekarnicza, która nigdy nie zawodzi. Sprawdzamy tu nie tylko temperaturę, ale przede wszystkim relaksację glutenu. Bo gluten, jak każdy z nas po ciężkim dniu, musi odpocząć, żeby dało się z nim dogadać.

Robimy to tak:

  1. Odsłaniasz kulkę.
  2. Delikatnie, ale stanowczo wbijasz palec w bok ciasta na głębokość około 1-2 cm.
  3. Obserwujesz, co się dzieje z wgłębieniem.

Wyniki testu są brutalnie szczere:

  • Ciasto odskakuje natychmiast (dziura znika): Gluten jest wciąż spięty i zestresowany (albo zimny). Jeśli zaczniesz teraz kręcić, ciasto będzie się kurczyć na blacie jak guma od majtek. Daj mu jeszcze 15-20 minut.
  • Wgłębienie zostaje i powoli, leniwie wraca do połowy: BINGO. To jest ten moment. Gluten jest zrelaksowany, ciasto jest plastyczne. Możesz kręcić pizzę życia.
  • Wgłębienie zostaje i ciasto wygląda jak przebita opona (zapada się): Przeholowałeś. Ciasto przerośnięte (overproofed). Siatka glutenowa jest tak słaba, że gaz ucieka. Da się to upiec, ale rantu jak z Instagrama nie będzie.

No dobra, ale załóżmy, że zrobiliście wszystko zgodnie ze sztuką, temperatura idealna, test palca zdany na piątkę, a mimo to... trach. Ręka zadrżała, paznokieć zahaczył i mleko się rozlało. Czy to koniec zabawy?

Fundamenty struktury: Mąka, białko i siła (W)

Mąka mące nierówna: Typ 450 vs Typ 00

Dobra, ręka do góry – kto z was kiedyś poleciał do osiedlowego dyskontu, chwycił pierwszą lepszą mąkę z napisem „Tortowa” i myślał, że ulepi z tego neapolitańskie złoto? Spokojnie, ja też tam byłem. I też skończyłem z plackiem, który pękał od samego patrzenia na niego. Tutaj wjeżdża brutalna chemia, której nie oszukasz.

Słuchajcie, mąka to nie jest po prostu biały proszek. To fundament. Jeśli budujesz dom, nie używasz karton-gipsu do stawiania ścian nośnych, prawda? Mąka tortowa (typ 450) to właśnie ten karton-gips. Jest super delikatna, ma mało białka (zazwyczaj poniżej 10%) i jest idealna do biszkoptów, które mają być puszyste i kruche. Ale pizza? Pizza to inna liga. Pizza musi wytrzymać naciąganie, wysoką temperaturę i ciężar sosu.

Tu na scenę wchodzi białko. Interesuje nas przedział 11-13% (lub więcej). To właśnie białka (gliadyna i glutenina) w kontakcie z wodą tworzą siatkę glutenową. Im więcej białka, tym gęstsza i silniejsza siatka. Włosi określają to parametrem W (siła mąki):

  • W < 200: Słabe mąki (ciastka, krakersy). Siatka rwie się przy naciąganiu.
  • W 260-350: To jest nasz sweet spot. Mąka typu "00" (często wzmocniona) lub dobra mąka chlebowa. Taka siatka jest elastyczna jak guma w majtkach – rozciągniesz ją cieniutko, a ona wróci na miejsce albo utrzyma strukturę, zamiast pęknąć.

Więc następnym razem w sklepie, zamiast patrzeć na cenę, obróćcie paczkę. Tabelka wartości odżywczych to wasza biblia. Widzisz białko 9g na 100g? Odłóż to, chyba że robisz naleśniki. Szukaj 12g, 13g. To robi kolosalną różnicę w tym, czy wyjmiesz z pieca pizzę, czy serową zapiekankę na dziurawym spodzie.

Hydratacja poniżej 55%: Przepis na katastrofę

Okej, mamy dobrą mąkę. W 300, białko się zgadza, czujesz się jak profesjonalista. Wsypujesz ją do michy i… skąpisz wody. Boisz się, że będzie się kleić do rąk, co? To klasyczny błąd nowicjusza, który kończy się "betonem" zamiast ciasta.

Hydratacja to po prostu procentowy stosunek wody do mąki. Jeśli dajesz 1 kg mąki i 500 ml wody, masz 50% hydratacji. W świecie pizzy to jest pustynia. Dlaczego suche ciasto pęka? Wyobraźcie sobie siatkę glutenową jako gąbkę. Żeby gąbka była elastyczna, musi być mokra. Sucha gąbka przy zginaniu się łamie. Dokładnie to samo dzieje się z glutenem.

Woda jest aktywatorem. Bez odpowiedniej ilości H2O łańcuchy białkowe nie mogą się swobodnie przemieszczać względem siebie. Zamiast się ślizgać i rozciągać, blokują się i rwą.

Moja rada? Celujcie w minimum 60-65% hydratacji (czyli 600-650g wody na 1kg mąki). Wiem, takie ciasto na początku wydaje się luźne i trudne do opanowania, ale wierzcie mi – to kwestia techniki, a nie błędu w przepisie. Wyższa hydratacja daje:

  • Większą rozciągliwość (zero dziur przy formowaniu).
  • Lepszy rozrost w piecu (woda paruje i podnosi ciasto).
  • Lżejszą strukturę po upieczeniu (nie jesz cegły).

Jeśli twoje ciasto jest twarde jak podeszwa i rwie się przy próbie uformowania dysku, a mąkę masz dobrą – to na bank przesuszyłeś temat. Dolej wody, nie bój się. Lepiej trochę powalczyć z lepkim ciastem na blacie, niż serwować gościom pizzę z dziurami zaklejonymi serem (widziałem ten trik, nie działa).

Mamy więc temperaturę, mąkę i wodę. Ale to dopiero połowa sukcesu, bo nawet najlepsze składniki można zepsuć, jeśli potraktujesz je bez szacunku podczas wyrabiania. Gotowi na lekcję o tym, jak nie zamordować glutenu, którego właśnie z trudem stworzyliśmy?

Błędy w procesie: Od niedorozwoju do degradacji glutenu

Jak rozpoznać 'Niedorozwój'?

Dobra, kupiliście tę włoską mąkę za miliony monet, macie 13% białka, a ciasto dalej robi wam na złość. Bierzecie kulkę, próbujecie rozciągnąć dysk, a tu nagle – TRZASK. Dziura wielkości kanionu Kolorado. Wkurzające, co? To klasyczny objaw niedorozwoju glutenu. Mówiąc po ludzku: byliście zbyt leniwi przy wyrabianiu.

Gluten to siatka. Wyobraźcie sobie sieć rybacką. Jeśli jest luźna i ma wielkie dziury (bo słabo ją szyliście), to ryba (wasz gaz CO2) ucieknie, a sama sieć porwie się przy byle szarpnięciu. Ciasto niedowyrabiane jest chropowate, matowe i urywa się krótko, bez walki. Nie mylcie tego ze zbyt zimnym ciastem, które jest twarde i sprężynuje (wraca do pierwotnego kształtu). Ciasto z niedorozwojem po prostu pęka, jak stara gumka recepturka.

Jak sprawdzić, czy już wystarczy tego machania rękami lub katowania miksera? Tu wchodzi mój ulubiony trik, który oddziela amatorów od prosów:

  • Test okna glutenowego (Windowpane test): Odrywasz kawałek ciasta wielkości orzecha włoskiego. Delikatnie, powoli rozciągasz go w palcach, obracając w kółko.
  • Wynik pozytywny: Ciasto robi się tak cienkie, że jest prawie przezroczyste – przepuszcza światło (stąd "okno"). Widzisz błonę, która się trzyma? Brawo, gluten jest silny.
  • Wynik negatywny: Ciasto rwie się, zanim zdążysz zobaczyć przez nie światło żarówki. Wniosek? Wracasz do miski i wyrabiasz dalej. Bez litości.

Pułapka 72 godzin: Kiedy ciasto 'zjada samo siebie'

Teraz druga strona medalu. Naczytaliście się na forach, że "im dłużej, tym lepiej". Że pizza musi dojrzewać 48, 72, a może i 120 godzin, żeby była lekkostrawna i "chrupiąca jak w Neapolu". No więc wrzucacie ciasto do lodówki, zapominacie o nim na trzy dni, wyciągacie i... klops. W rękach macie coś, co przypomina klej do tapet albo roztopione masło.

To jest właśnie przefermentowanie (over-proofing). Ale nie chodzi tylko o to, że drożdże zjadły cały cukier i padły z głodu. Tu dzieje się coś gorszego – degradacja proteolityczna. Brzmi jak nazwa choroby, i dla pizzy w sumie nią jest.

O co chodzi? W mące są enzymy (proteazy). One działają jak mikroskopijne nożyczki, które powoli, ale nieubłaganie tną waszą misternie utkaną siatkę glutenową. Przy kontrolowanym czasie (24-48h) to jest super – siatka robi się luźniejsza, ciasto łatwiej się wałkuje (albo raczej otwiera ręcznie). Ale po przekroczeniu krytycznego punktu (zależnego od siły mąki W), enzymy tną "rusztowanie" tak bardzo, że konstrukcja się wali.

Jak rozpoznać trupa w lodówce?

  • Struktura maślana: Ciasto jest niesamowicie miękkie, wręcz jedwabiste w dotyku, ale ma ZERO elastyczności.
  • Rwanie grawitacyjne: Podnosisz kulkę, a ona przelewa ci się przez palce i urywa pod własnym ciężarem. Nie musisz nawet ciągnąć.
  • Brak "stand-up'u": Kulka w pojemniku jest płaska jak naleśnik, rozlana na boki, nie trzyma kształtu kuli.

Pamiętajcie: niedorozwój glutenu naprawisz (dowyrabiasz). Przefermentowania nie cofniesz. To bilet w jedną stronę do kosza na śmieci, albo ewentualnie na focaccię w blaszce, gdzie ścianki formy będą trzymać to wszystko w kupie. Ale pizzy z tego nie ukręcisz – chyba że lubisz wyciągać z pieca zwęglone strzępy.

No dobra, skoro wiemy już, jak zabić ciasto na etapie wyrabiania i leżakowania, to pogadajmy o tym, co dzieje się tuż przed wrzuceniem placka do pieca. Bo temperatura to kolejny cichy zabójca...

Technika formowania: Ręce vs Wałek

Wałek to narzędzie zbrodni (przynajmniej tutaj)

Dobra, ustalmy jedną rzecz na starcie. Jeśli masz w ręku wałek i zbliżasz się z nim do wyrośniętej kulki ciasta na pizzę, to właśnie słyszysz ten dźwięk? To płacz małego neapolitańczyka. Serio. Wiem, że babcia tak robiła pierogi, a mama makowiec, ale pizza to inna dyscyplina sportu.

Dlaczego jestem takim radykałem? Bo wałek to walec drogowy. Jego zadaniem jest wyrównać teren i wypchnąć całe powietrze. A my o to powietrze walczyliśmy przez ostatnie 24 czy 48 godzin fermentacji! Te pęcherzyki CO2, które pracowicie pompowały drożdże, to skarb. Jeśli je rozwałkujesz, dostaniesz smutny, płaski podpłomyk, a nie puszyste cornicione (brzeg pizzy). Pizza ma być chmurką, a nie krakersem. Dlatego wałek zostawiamy do ciasta kruchego, a tutaj pracujemy wyłącznie dłońmi.

Grawitacja jest Twoim przyjacielem

Nie musisz być akrobatą ani kręcić plackiem nad głową jak w tanich filmach z lat 90. Najlepsza technika dla domowego pizzaiolo to współpraca z fizyką. Chodzi o technikę "na kłykciach". Brzmi groźnie, ale to czysta finezja.

Jak to wygląda w praktyce? Po wstępnym uformowaniu dysku na blacie (o czym za chwilę), przekładasz ciasto na zaciśnięte pięści (lub grzbiety dłoni). I co robisz? Nic. Serio, prawie nic. Trzymasz ciasto w powietrzu i delikatnie je obracasz. Grawitacja robi 90% roboty. Ciasto pod własnym ciężarem zaczyna spływać w dół, rozciągając się równomiernie.

Tu wchodzi kluczowy parametr, o którym często zapominacie: TEMPERATURA. Jeśli wyciągnąłeś kulkę prosto z lodówki (4°C), to zapomnij o grawitacji. Zimny gluten jest sztywny jak podeszwa. Ciasto musi mieć te 18–24°C. Wtedy siatka glutenowa jest luźna i chętna do współpracy. Zimne ciasto przy takiej technice pęknie ci na brzegach szybciej, niż zdążysz powiedzieć "Mamma Mia".

Najczęstszy błąd manualny: Ciągnięcie na siłę

Znacie to uczucie, kiedy próbujecie naciągnąć prześcieradło z gumką, a ono strzela wam w twarz? Z ciastem jest podobnie. Jeśli czujesz opór – STOP. To nie są zawody siłowe.

Największym błędem, jaki widzę u amatorów (i w słabych knajpach), jest walka z elastycznością ciasta. Jeśli rozciągasz placek, a on natychmiast wraca do poprzedniego kształtu (tzw. snap-back effect), to znaczy, że gluten jest "zestresowany". Ciągnięcie go w tym momencie na siłę to gwarancja dziury na środku. Struktura nie wytrzyma napięcia.

Co wtedy robić?

  • Zostaw ciasto na blacie.
  • Przykryj je miską lub ścierką, żeby nie obschło.
  • Idź na 5-10 minut na Instagrama albo napij się wody.
  • Wróć, gdy gluten się rozluźni.

Daj mu odpocząć. Zrelaksowane ciasto samo się poddaje. Siłowe rozwiązanie zawsze kończy się łataniem dziur serem, a to, umówmy się, jest gastro-zbrodnia.

Paluchy precz od środka i magia semoliny

Na koniec techniczny detal, który ratuje życie. Jak zaczynasz formować placek na blacie, nigdy, ale to PRZENIGDY nie wbijaj palców w sam środek kuli. Widziałem to setki razy. Ludzie masakrują centrum placka, robiąc tam pergamin, a brzegi zostawiają grube na dwa cale. Efekt? Środek rwie się przy nakładaniu sosu albo pęka w piecu pod ciężarem mozzarelli.

Prawidłowa technika? Wypychasz powietrze ze środka w kierunku brzegów (budując cornicione), ale robisz to opuszkami, z czuciem. Środek ma być cienki, ale nie przezroczysty!

I jeszcze jedno: na czym to robisz? Jeśli sypiesz zwykłą mąkę pszenną pod spód ("żeby się nie kleiło"), to prosisz się o kłopoty. Mąka chłonie wilgoć z ciasta i robi się kleista maź. Wtedy przy próbie podniesienia placka – cyk, dziura.

Zainwestuj 5 złotych w semolinę (durum). To taka mąka o strukturze kaszki. Działa jak mikroskopijne kuleczki łożyskowe. Ciasto po niej jeździ, nie przywiera, a w piecu nie gorzknieje tak jak spalona zwykła mąka. Semolina to twój polisa ubezpieczeniowa przed rwaniem się ciasta przy zrzucaniu z łopaty. Proste triki, a zmieniają grę o 180 stopni.

Siema! Fartuch odwieszony, noże w

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego ciasto na pizzę kurczy się podczas wałkowania/rozciągania?

Główną przyczyną jest **zbyt

Czy mogę użyć mąki tortowej do pizzy, jeśli dodam więcej wody?

**Nie, to nie jest dobry pomysł

Jak długo ciasto powinno odpoczywać po wyjęciu z lodówki?

To zależy od rodzaju ciasta: * **

Co zrobić z ciastem, które przejrzało (jest przefermentowane)?

Oto co możesz zrobić z przefermentowanym ciast