Stacja Sopot
Władysława Jagiełły 3, 81-757 Sopot
1497 opinii
Bezpretensjonalna restauracja z rustykalną jadalnią oraz menu złożonym z klasycznych dań i potraw typu slow food.
Na podstawie 1497 opinii
Cudne miejsce!!! Pyszne jedzenie, przyjemny klimat. Wszystkie dania podawane z wielką dokładnością i starannoscia również optycznie super...a smak.... Obłęd!!! Od serca ❤️ polecam !!! Przesympatyczni właściciele, obsługa- TOP✨️ Będąc w Sopocie grzechem jest tutaj nie zjeść!!!
PERFEKCJA! Jedzenie i obsługa na bezwzględne 5 gwiazdek! Świetny klimat kamienicy. Każde danie było małym dziełem sztuki — idealnie dopasowane składniki i mistrzowsko estetyczne podanie. Musisz spróbować.
Pomimo późnej pory przemiła "obsługa", na luzie bez zbędnej spiny. Fajnie. Jedzonko szybko podane i bardzo smaczne tak jak i drinki, czegóż chcieć więcej. Będąc w okolicy na pewno zawitamy ponownie. Pozdrawiamy
Największe rozczarowanie w moim życiu, jeśli chodzi o odczucia kulinarne. Pierwszy raz zdarzyło nam się wyjść przed podaniem drugich dań… Zaczynając od początku - na dobry wieczór przygnębiająca, spowita w mrok atmosfera, ciemno jak w piwnicy, w knajpie panuje grobowy nastrój, nad stołem spalona żarówka, słychać jak skrzypi podłoga, gdy ktoś idzie; klimat wisielczy, na poważnie można popaść w depresję, czemu sprzyja niezwykle przymulająca muzyka. Kelnerka podaje sztućce - kładzie je na stole - gdzie tu sanepid???? oraz sól i pieprz wg załączonego zdjęcia… Zostajemy licząc na kulinarny sztos, na co wskazuje ocena na Google. Niestety okrutnie złe odczucia dotyczą niemal wszystkiego, czego udało nam się spróbować: 1. Śledź z musem z rzodkwi (37 zł) z kwaśną śmietaną, kawiorem, granatem i ziemniakami - zjadliwy ale mimo wykwintnych z nazwy dodatków, nie odbiegał niczym od śledzia ze słoika z marketu; oczywiście nie spodziewaliśmy się kawioru premium, chodzi o całokształt 2. Tatar z „polędwicy” wołowej (47 zł), który w życiu nie widział polędwicy; sama robię niezwykle często tatara z polędwicy, ponieważ ubóstwiam tą przystawkę, i tutaj nikt mnie nie oszuka; same przerosty, choć smak naprawdę świetny, genialnie doprawiony, to niestety mięso najgorszej jakości, jakiej nie podaje się w tatarze; nie dało się zjeść, mimo pysznego smaku, żyła goniła żyłę, wszystko zostawało między zębami; w tej przystawce najlepsza była grzanka czosnkowa z chleba - naprawdę smaczna 3. Danie dziecięce - i to była największa miazga! W kosmicznej, jak na porcję dziecięcą, cenie 46 zł (nie widziałam takiej ceny nigdzie, nawet w najdroższych hotelach w Polsce) dostajemy suchego jak wiór kurczaka saute z grilla, cuchnącego grillem, z dodatkiem najtańszych frytek z „Biedronki” oraz dosłownie niejadalnej surówki z kapusty, pozbawionej jakiegokolwiek smaku + ketchup o smaku masła - córka jest wyjątkowo niewymagająca pod względem jedzenia, pierwszy raz zdarzyło się, że nie dała rady zjeść absolutnie nic; przede wszystkim to nie jest danie przeznaczone dla dzieci ale poza tym jest niejadalne… Dodatkowo zamówiliśmy napoje - lemoniada pigwowca (18 zł) smakowała dosłownie jak zabarwiona woda. Czas oczekiwania - przy zajętych łącznie 3 stolikach - baaardzo długi. Wyszliśmy bardzo mocno zawiedzeni i zniesmaczeni z rachunkiem 198 zł. Na całe szczęście nie doliczono nam pozostałych dań, których już nie mieliśmy ochoty jeść.
Wczoraj wieczorem mieliśmy przyjemność jeść w tym lokalu. Pani obsługująca była bardzo miła. Lokal kameralny, wystrój bardzo domowy, przytulny. Zamówiliśmy schabowego i polędwiczki z dorsza. Kotlet ogromny,rybka delikatna. Dodatkiem do ryby były frytki z batata. Początkowo nie byliśmy do nich przekonani - obawialiśmy się że będą grube i miękkie. Te które dostaliśmy to był totalny sztos!! Cienkie i mega chrupiące! Z czystym sercem i sumieniem polecany ten lokal!