La CANTINA by Harapkiewicz
Bohaterów Getta 1/1, 58-100 Świdnica
444 opinii
La CANTINA by Harapkiewicz to wyjątkowa restauracja w sercu Świdnicy, oferująca połączenie wyśmienitej kuchni śródziemnomorskiej z elementami kuchni polskiej, doskonałego wina, steki oraz tapasy. Szef Wojtek jest znaną i cenioną osobistością kulinarną w całym kraju. W kameralnej atmosferze spróbujesz smaków, które zachwycą każdego miłośnika dobrego jedzenia. Zapraszamy na kulinarną podróż pełną smaków i aromatów, której nie zapomnisz!
Na podstawie 444 opinii
Wchodząc do miejsca, w którym bywałem wcześniej jak były jeszcze naleśniki i makarony. Spodziewałem się zwykłej kolacji. Wyszedłem natomiast z poczuciem, że uczestniczyłem w kulinarnym stand‑upie, w którym główną rolę gra… ryba konger. Tak, dobrze czytasz — konger. Ryba, która na talerzu wyglądała tak elegancko, jakby właśnie skończyła kurs savoir‑vivre’u i przyszła zaprezentować dyplom. Już pierwszy kęs sprawił, że moje kubki smakowe zaczęły klaskać. Delikatne mięso, perfekcyjnie doprawione, rozpływało się w ustach szybciej niż moje postanowienia noworoczne. Prezentacja? Talerz wyglądał jak mała galeria sztuki współczesnej, tylko że tym razem wszystko było jadalne i nie trzeba było udawać, że się rozumie przekaz artysty. A kiedy myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy, na stół wjechał krem sułtański. Ale nie taki zwykły — o nie. Ten deser przyjechał w towarzystwie ciekłego azotu, sycząc, dymiąc i robiąc większe wejście niż gwiazda na gali Oscarów. Wyglądało to tak efektownie, że przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zamówiłem pokazu iluzjonisty. Smak? Królewski. Sułtan mógłby oddać pół pałacu za jedną porcję. Krem był jednocześnie lekki i bogaty, jakby ktoś połączył chmurkę z luksusowym spa. A efekt chłodzenia ciekłym azotem sprawił, że każdy kęs był jak deserowa wersja zimowego powiewu — tylko znacznie przyjemniejsza. 👨🍳 Szef kuchni, który wychodzi do gości… i robi to lepiej niż celebryci na ściankach W tej restauracji podejście do klienta to nie jest zwykła obsługa — to pełnoprawny spektakl. Sam szef kuchni wychodzi z zaplecza, jakby właśnie skończył nagrywać finał „MasterChefa”, po czym z uśmiechem proponuje dania tak przekonująco, że człowiek zaczyna zamawiać rzeczy, o których jeszcze pięć minut wcześniej nie wiedział, że istnieją. Rozmowa z nim to jak konsultacja z kulinarnym psychologiem: patrzy, słucha, kiwa głową i nagle pach! — idealna propozycja dania, które trafia w gusta lepiej niż horoskop w kolorowej gazecie. Człowiek czuje się zaopiekowany, dopieszczony i trochę jak VIP, tylko bez konieczności noszenia okularów przeciwsłonecznych w pomieszczeniu. 🚻 Toaleta, czyli galeria sztuki współczesnej, o której nikt nie mówi głośno Crème de la crème… toaleta. Tak, dobrze czytasz. To miejsce, które w większości lokali jest po prostu „tam, gdzie trzeba pójść”, tutaj staje się galerią sztuki użytkowej. Na ścianach wiszą plakaty tak zabawne i tak artystyczne, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie powinien przypadkiem kupić biletu wstępu. Jeden z plakatów wyglądał jakby Salvador Dalí i Monty Python poszli razem na kawę i postanowili stworzyć coś „na szybko”. Inny sprawił, że śmiałem się tak głośno, że musiałem upewnić się, czy nikt nie pomyśli, że mam tam jakiś kryzys egzystencjalny. Toaleta, w której człowiek spędza o minutę za długo, bo… no po prostu fajnie popatrzeć. Podsumowując: jeśli chcesz zjeść coś, co wygląda jak dzieło sztuki, smakuje jak marzenie i potrafi zadymić stół lepiej niż koncert rockowy, to ta restauracja powinna być Twoim kolejnym przystankiem.
Odpowiedź właściciela:
Wow... Dziękujemy ♥️
Niesamowite doznania smaku, stylu i niesamowita obsługa. Środa zawsze świeża dostawa ryb. Warto śledzić menu na bieżąco, bo karta zaskakuje i zmienia się. Obecnie trwa festiwal tatara. Spektakularny krem sułtański niesamowicie podany zwieńczył ta kulinarną podróż. Na pewno tu wrócimy w zestawie 2+2, a nawet zabierzemy więcej osób. Dziękujemy szefowi kuchni za rozmowę i pokazanie wspaniałości tego miejsca. PS wejscie do toalety to mała galeria sztuki, warto posiedzieć w niej dłużej 😁
Odpowiedź właściciela:
Dziękujemy bardzo 🍃🍃
Obsługa posadziła nas przystoliku, a następnie zapadła się pod ziemie. Zamówienie złożyliśmy myślę ok 30 min od momentu zajęcia miejsca. Co było dość dziwne ze względu na to, że był to środek tygodnia i w resturacji może z połowa stolików była zajęta. Zamówiony został zestaw tapasów - ciekawa propozycja, nowe smaki, ciekawe połączenia, ale najlepsza i tak była kaszanka w panko. Co do dań głównych to ryba była po prostu ok, a bitki wołowe niestety były dość twarde. Jednak idąc do resturacji w której ceny są dość wygórowane oczekuje się wyższego poziomu. Rozmawiałam też ze znajomymi, którzy odwiedzili resturacje i mieli podobne przemyślenia. Jedno zamówione danie wypadało super, inne natomiast nie. Warto pójść się przekonać samemu, ja raczej szybko się tam nie pojawię.
Odpowiedź właściciela:
Dziękujemy za tą ocenę
Co tu dużo mówić, jedzenie pyszne, klimat restauracji bardzo przytulny i przyjazny, obsługa uśmiechnięta i zainteresowana klientem. Atmosfera ciepła, otwarta na gości :) Połączenia smaków bardzo interesujące (w szczególności danie dnia z sumem), pyszny kurczak w miodzie z nerkowcami i moja ulubiona sałatka letnia z kozim serem i owocami. Jedzenie, które cieszy po prostu. Na koniec zamówiliśmy crème brulée. Pyszny, łagodny krem o prawidłowej konsystencji. Sam cukier opiekany już na stole chwilę przed podaniem :) Warto odwiedzić, zdecydowanie miejsce godne polecenia. A my bardzo chętnie wrócimy!
Odpowiedź właściciela:
Pani Anno dziękujemy za super opinie❤️
Są miejsca, które mówią więcej niż tysiąc słów, od samego wejścia. La Cantina to nie tylko restauracja, to tętniące życiem dziecko swojego właściciela; miejsce, które oddycha pasją, rytmem i czułością. Wchodząc, witają nas delikatesowa wystawka, akwarium z homarem i imponująca ściana win, ale to nie one robią największe wrażenie. Prawdziwa magia dzieje się w atmosferze – ciepłej, autentycznej i uważnej. I w gospodarzach – zwłaszcza tym, którego twarz możecie kojarzyć z Instagrama. Jest obecny, rozmawia z gośćmi, pyta, słucha, co odrazu przekonuje i daje takie odczucie że „zaraz będzie smacznie”. Na stole pojawiły się: rybna pasta z chlebem (na start, jako czekadełko) ziemniaczana sałatka z wędzoną rybą (24 zł) ślimaki po francusku, !bez muszli! , genialnie doprawione i mięciutkie (28 zł) zapiekane ostrygi, może odrobinę za suche, ale dobrze dobrane wino pięknie zrównoważyło smak (8 zł / szt) tataki z tuńczyka, pozycja “spod lady”, warto zapytać, talerz wędzonych ryb (zmienny w zależności od dostępności) (28 zł) i zupa rybna czysty, aromatyczny majstersztyk (28 zł) Drugie podejście wypadło jeszcze lepiej. Zamówiliśmy dwa zestawy przystawek od szefa. (P.S. RAVIOLI to poezja, szkoda, że nie ma ich w regularnym menu) i Te same Przegrzebki (20 zł /szt w wersji świeżej lub podsmażonej, co wychodzi na bardzo dobrą cenę za taką jakość, do tego trudne do znalezienia gdziekolwiek indziej w Polsce) Podsumowując: Ślimaki i przegrzebki zostają w pamięci na długo. Spróbowaliśmy jakoś 1/3 karty i wszystkie dania są przemyślane, smaczne, takie… autentyczne, składniki doskonałe się łączą (jedynie co, to wege kiełbasa to była porażka 🥹) Czuć tu kuchnię stworzoną nie z przepisów a z doświadczenia, szacunku do produktu i prawdziwej pasji. Ale najważniejsze jest to, czego nie ma w karcie: Troska obsługi. Obecność. Duszą w każdym detalu. Atmosfera, która nie sili się na modę, bo no nie musi, jest po prostu prawdziwa. Wrócimy. Na pewno. Bo takie miejsca nie zdarzają się często. Dziękujemy bardzo!
Odpowiedź właściciela:
Bardzo dziękujemy 💚